Jeśli myśleliście, że Jakub Hovitz zamknął się w bezpiecznych popowo-synthwave’owych ramach, to najnowszy numer właśnie robi z tym porządek. „Gangsterski Sznyt” – bo o nim mowa – to totalna wolta stylistyczna, w której artysta bezkompromisowo sięga po rapcore, surowy groove i gitarową energię.
O czym to jest?
To kawałek z gatunku tych, które zostają w głowie na długo, ale nie przez tani chwyt, tylko przez szczerość. Hovitz pochyla się tu nad swoją przeszłością – bez patosu, bez taniego moralizatorstwa i bez różowych okularów. To raczej szorstki rozliczeniowy ukłon w stronę ulicznego sprytu, ryzykownych wyborów i życiowych zakrętów, które ukształtowały go jako twórcę i człowieka. Uliczna szkoła życia spotyka się tu z artystyczną dojrzałością i nostalgią, która zamiast ranić, daje siłę.
Dla tych, którzy kojarzą go wyłącznie z melancholijnymi, synthwave’owymi klimatami z minialbumu „://neon” (2021) albo tegorocznego singla „Brzytwa” (nagranego z Luizą Kalitą), przypomnienie: ten chłopak ma za sobą lata grania na żywych instrumentach i przepływania przez przeróżne gatunki – od rocka, przez funk, aż po soul i R&B (warto wspomnieć jego przeszłość w takich projektach jak Latent Effect, ARMA, SHIFT, Destreet, LOOP czy Flowrockin).
Ta muzyczna wszechstronność słychać teraz najmocniej. Hovitz nie boi się eksperymentować, miksować retro estetyki z nowoczesnym sznytem i przekładać trudnych emocji na chwytliwe, ale niebanalne melodie.